Mleko migdałowe

Gdy pierwszy raz, w ubiegłym tygodniu, przeczytałam o wytwarzaniu domowego mleka roślinnego, strasznie zapaliłam się do tego pomysłu. Są łatwe w przygotowaniu, ciekawe w smaku i zapachu, i po prostu inne :)

Ponadto, nie uczulają i nie powodują nietolerancji pokarmowej Chyba,  że jest się uczulonym na główny składnik, którym mogą być orzechy, ziarna bądź nasiona.
Czyli idealny substytut dla mleka krowiego. Dla mnie jak znalazł :)
Póki co, mleka roślinne są bazą do smoothies, zastępstwem mleka/ jogurtu w cieście do naleśników i dodatkiem do kawy.

Na pierwszy ogień poszło mleko wytwarzane z migdałów. Do przygotowania potrzebne są:
- 1 szklanka migdałów
- 4 szklanki wody
Do tego przydadzą się:
- Garnek/ miska
- Sitko
- Gaza/ pielucha tetrowa
- Butelka/ słoik

Sam proces tworzenia jest prosty i szybki. Jednak należy pamiętać, aby wcześniej namoczyć migdały, by później było łatwiej je zblendować – szklankę migdałów zalać jedną szklanką wody i zostawić na co najmniej 8h.

image

Po upływie tego czasu (może być dłuższy) migdały odcedzić. Blendować je przez 2-3 minuty dodając 2 szklanki wody. Następnie odsączyć przez gazę/ pieluchę*.

image

* przetestowałam i gazę i pieluchę, pielucha jest zdecydowanie lepsza – większa, gęściej utkana, nie przepuszcza miazgi. Gaza zda egzamin przy „produkowaniu” mleka z mniejszej ilości składników.
Odcisnąć dokładnie, aż miazga migdałowa będzie miała zwartą strukturę, po czym czynność powtórzyć :)

image

Z 4 szklanek wody (po ok. 250ml) i 1 szklanki migdałów otrzymałam ok 1000ml napoju migdałowego.

image

image

Z miazgi migdałowej zrobiłam proszek migdałowy, który dodaję do wszystkich smoothies. Wysypałam na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i suszyłam ok. 1h w niskiej temperaturze, ok. 60 stopni.


Dziś zapraszam na mlecznomigdałowe bubble tea :) i na fb SolanoBlog

Dieta owocowo- warzywna

Do tematu diety (konkretnego sposobu odżywiania mającego na celu utratę wagi) przez długi czas odnosiłam się dosyć sceptycznie, wszystkie „musimy”, „trzeba”, „wypadałoby” traktowałam z przymrużeniem oka. Btw, „musimy”, „trzeba” i „wypadałoby” to nowi współlokatorzy w domu; w pełni zastąpili wielofunkcyjnego Fochluna, który najlepiej czuł się tworząc chaos wokół siebie i plącząc kable. „Musimy” robi bałagan, „trzeba” nigdy go nie sprząta, gdy „wypadałoby” prosi go o to.

Podejście do diety zmieniło się, gdy ”Wujek z Ameryki” opowiedział o diecie, którą sam stosował i na której schudł 20 kg w ciągu 2 miesięcy. Wpierniczał jedynie warzywa i owoce. Zero mięsa. Zero tłuszczu. Zero „białej śmierci” (sól, cukier, nabiał). Zero ryżu, makaronów.

Zafascynowana, postanowiłam spróbować :D

Dzień 1- drugi dzień Świąt, obiad u kuzynki. Wszyscy jedzą mięsiwa różnej maści, wszystkie własnej produkcji, a ja- sałatki i surówki.

Dzień 2- cukinia w „tempurze” (czyli smażona w głębokim oleju :D), do tego sałatka pomidorowo- ogórkowa z fetą (tak, nabiał, czyli wszystko źle). Na kolację sałatka owocowa: jabłka, banany, grejfruty.

Dzień 3 „ja chcę mięsaaa!”- Na śniadanie pełnoziarniste pieczywo, ser żółty, sałatka z pomidorów i ogórków z fetą. Na obiad warzywne curry z marchewki, cebuli, pomidora i jabłka (zgadnijcie, co nie pasuje :D) z ryżą. Na kolację sałatka owocowa: jabłka, banan, grejfrut, pomarańcza.

Dzień 4 „może dzisiaj mięso”- Na śniadanie pełnoziarniste pieczywo, ser żółty, sałatka z pomidorów i ogórków z fetą. Na obiad papryka nafaszerowana cebulą, marchewką i ryżą z sosem pomidorowym instant+ feta (źle). Na kolację sałatka owocowa: jabłka, banan, kiwi, grejfrut, pomarańcza.

Dzień 5 „dziś będzie mięso”- Sylwester. Warzywka na patelnię, dobrze doprawione przyprawami, bez soli. Zapieczona cukinia nafaszerowana mięsem mielonym, cebulą i pomidorami, wszystko to w sosie pomidorowym, z fetą (znowu źle :D ale smacznie). Sałatka owocowa: jabłka, gruszki, grejfrut, kiwi, pomarańcza, ananas. I jeszcze Rudzielcowa sałatka gyros.

Dzień 6 „znowu mięsko”- zjadam sylwestrowe resztki :D

Itd. itd.

W księgarniach nie zlokalizowałam książki, o której mówił wujek. Nie ma pozycji „warzywa i owoce”, są książki z przepisami kuchni wegetariańskiej, jednak zawierają one także „zakazane” składniki.

Sukcesem jest to, że od ponad 2 tygodni nie jedłam makaronów. Zmieni się to dzisiaj- na późny obiad będzie spaghetti Napoli z kurczakiem, posypane serem żółtym i fetą.

Z niecierpliwością czekam na nadejście wiosny i świeże, różnorodne i tanie warzywa :D a także poszukuję przepisów na warzywno- owocowe potrawy.

Zapraszam na fb: Solano Blog

smažený sýr

Dziś czeka mnie czeska obiadokolacja: smažený sýr s hranolkami a tatarskou omáčkou :D czyli smażony ser z frytkami i sosem tatarskim :)

A w planach dalej SolanoSzop :)

Edit: ser smażony w głębokim tłuszczu bardzo obciąża wątrobę, zdychałam 2 dni

Tempura

Wczoraj w susharni bezcześciłam swoim sposobem jedzenia przepyszne sushi (utopiony ryż w sosie sojowym, moczenie ryżu w sosie (jak to zrobić inaczej, kiedy ryba jest zawinięta w środku?), dzielenie kawałka na pół, albo, co gorsza, na jeszcze mniejsze części itd.), a dziś postanowiłam zbezcześcić je jeszcze bardziej :D Motywem przewodnim jest tempura. I tak powstanie spaghetti z sosem Napoli i kurczakowa tempura :D
Do pełni szczęścia brakuje tylko sosu sojowego (na samą myśl o nim kwiczę radośnie) :D ale nie pasuje do koncepcji kluch :D Tak więc musi poczekać na łososia albo tunę :D
Idę pichcić :D

koneser

- Dobre to wino, trochę zalatuje… porzeczką?
~ W życiu nie kupiłbym porzeczkowego wina!- zakrzyknął dziarsko 

A co mówi etykieta? „czerwone wino likierowe o ciemnorubinowej barwie z charakterystyczną nutą CZARNEJ PORZECZKI„.

Ot, cała tajemnica :)